*** >> piątek, 27 marca 2009 13:11:26
Tam dokąd chciałam już nie dojdę, szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.
Odejdziecie, sama zostanę na rozstaju dróg.
Hej, przyjaciele - zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem, oddałem wam.
Hej, przyjaciele - choć chwilę jedną.
Znowu w życiu mi nie wyszło, znowu jestem sama.
Znów spóźniłam się na pociąg i odjechał już.
Tylko jego mglisty koniec zamajaczył mi.
Stoję smutna na peronie z tą walizką jedną,
Tak jak człowiek, który zgubił do domu swego klucz.
Hej, przyjaciele - zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem, oddałem wam.
Hej, przyjaciele - choć chwilę jedną.
Znowu w życiu mi nie wyszło, znowu jestem sama.
Dokąd chciałam już nie dojdę, szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.
Zamazanych drogowskazów nie odczytam już.
I taki apel :
`Nowe przyjaźnie zawieraj z ochotą, lecz nie zapominaj o starych, bo nowe to srebro, a stare to złoto.`
Dbaj o tą przyjaźń bo jak mówi pewne afrykańskie przyslowie:
" Przyjaźń jest jak ślad na piasku – znika, gdy jej nie odnawiamy."
Czasem zbyt spątaniczne decyzje nie wychodzą człowiekowi na dobre. Gwałtowność nie jest dobrą cechą. Czasem warto pomyśleć kilka razy i policzyć do 10 zanim podejmie się jakiekolwiek decyzje/działania.
Dlatego apeluję do Was wszytskich jak również do siebie (ktorej gwałtowne zachowanie zdarza się nagminnie) o głębokie przemyślenie swych decyzji/działań/słów.
komentarze [2]`Wiem, że utknęłam gdzieś pomiędzy tym co nowe, tym co stare.` >> czwartek, 26 marca 2009 15:36:21
W zasadzie powinnam odczuwać smutek. Nie czuję. Jakoś stalam się nieczula ostatnimi czasy. Już nie płaczę w poduszkę bez powodu.
Smutek jest częścią egzystencji.
To co było kiedyś, co jest stare nie ma już nic wspólnego z teraźniejszością.
To dobrze ? Chyba tak chociaz momentami się tęskni za tym co było.. Za tymi co byli ...
Ps. Ja już tu nie potrafię pisać.
/ nazwijmy to notką próbną/
komentarze [0]Ooo jaaa :D >> czwartek, 8 stycznia 2009 15:29:42
Działaaa :D
komentarze [1]16 Grudnia 2006 >> czwartek, 18 września 2008 18:32:41
- Dziewczyno czy ty słyszysz co do mnie mówisz ?! Chcą zabić Twoją matkę ?! Przecież to jest taka miła i bezkonfliktowa, a przede wszystkim normalna kobieta .
- TAK ! Ale ona jest WAMPIREM !
- Ha ha ha, a to dobre. - parsknęła śmiechem Wiola – Ty chyba masz gorączkę.
- Czyli nie wierzysz mi ? – zapytała Paulina z rezygnacją.
- Nie ! Nie wierzę. Przyjdź do mnie jak zmądrzejesz... – odwróciła się i odeszła.
- Paulina w myślach ciągle powtarzała : „Przyjaźń, przyjaźń, przyjaźń. Czy coś takiego istnieje ?”. Wiedziała jedno: musi radzić sobie sama… Tylko jak ?!
*
- Cześć mamo.
- Cześć córeczko. Jak było w szkole ?
- Okropnie. Pokłóciłam się z Wiolą. A co z Tobą? Wszystko w porządku ? Nie działo się nic podejrzanego ?
- Eh… głuche telefony.
- Znowu ??!!
- Tak znowu ! Wiesz córeczko boję się. – w jej oczach zabłysły łzy.
- Wiem mamuś pomogę Ci. Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Miałaś mi dziś dokładnie wszystko opisać.
- To zaczęło się niedługo po Twoim urodzeniu. Pierwsze oznaki nie były niepokojące. Skaleczyłam się i zaczęłam ssać swą krew i spostrzegłam, że mi to smakuje… Później zaczęłam wyczuwać zapach ludzkiej krwi. Zaczęło mnie to niepokoić ale radziłam sobie. W swym życiu nie zraniłam żadnego człowieka. Piłam własną krew… Teraz pojawili się oni : ANTYW którzy chcą mnie wykończyć . Powinnaś iść już spać bo rano musisz wcześnie wstać do szkoły. Po Twoim powrocie pomyślimy co dalej.
- Dobrze mamuś. Dobranoc. –pocałowała matkę w policzek i udała się do swojego pokoju.
*
Noc była ciepła. Niebawem rozpoczynało się lato. Słychać było ciche, kojące pomrukiwanie kota, wiat miedzy konarami drzew i koncertujące koniki polne. Paulina często wsłuchiwała się w te dźwięki rozmyślając. Tym razem było inaczej. Dziewczyna szybko zasnęła . Męczona koszmarami przebudziła się i usłyszała krzyk matki . Zbiegła po schodach na dół i widząc bezwładne ciało matki, szlochając osunęła się na podłogę. Było już za późno na jakąkolwiek pomoc.
*
Na pogrzebie pojawiło się wielu ludzi. Bliższych i dalszych znajomych. Dziewczyna nie miała już żadnej rodziny. Wszyscy zgromadzeni ubrani byli w ciemne żałobne szaty z białymi różami w dłoniach . Tak niewinnymi i pięknymi jak zmarła wampirzyca. Tylko Paulina trzymała w dłoni purpurową różę. Purpurową niczym krew. Nie płakała, już nie potrafiła. Stanęła obok trumny i wyszeptała:
- Żegnaj mamo. – chwilę później obok niej znalazła się Wiola. – „ Jest taka zwykła, taka jak inni i nie rozumiała jej. – pomyślała Paulina.
- Przepraszam. – wyszeptała przyjaciółka – Przepraszam, że Ci nie wierzyłam.
- Nie szkodzi. – odpowiedziała Paulina. Odwróciła się i nie oglądając się za siebie odeszła…
komentarze [0]Nie ważne, że świat na którym przyszło Ci żyć lepszym wydawał się być. >> wtorek, 2 września 2008 22:54:42
Zaiste zadziwiający jest fakt, że człowiek ( a mam tu w szczególności na myśli siebie) potrafi popaść w doła z byle powodu albo całkowicie bez przyczyny bo coś sobie wkręci. A dziś, dziś dzień przyniósł wiele smutnych informacji, wiele dołujących faktów, wiele niemiłych słów, gestów, myśli, wiele rozterek, a mimo wszystko ... mimo wszystko nie potrafię jakoś pozbyć się dobrego nastroju, nie mogę wyrzucić tego uśmiechu z twarzy. No nie mogę :D I mimo iż niby komuś powiedziałam tam, że życie nie ma sensu i takie tam rożne to mówiłam to jakoś pierwszy raz od dawna bez przekonania :D . Bo mimo iż życie nie ma sensu to i tak powinniśmy się z niego cieszyć :D
To tyle głupotek na dziś :D
I jeszcze 2 zdjęcia na poprawę nastroju :D
Arrivederci :P
komentarze [1]`Człowiek szuka miłości, bo w głebi serca wie, że tylko miłośc może uczynić go szczęsliwym." - J.P. II >> niedziela, 31 sierpnia 2008 15:03:42
Miłość - uczucie, które przejawia się w relacji do drugiej osoby (lub obiektu) połączone z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia.
Miłość jest przedmiotem i źródłem inspiracji dla twórców sztuki oraz literatury, religii i psychologii. Przez niektórych ludzi bywa uważana za sens życia ludzkiego – czyniąca je prawdziwym i w pełni szczęśliwym.
źródło:Wikipedia
A teraz krótka gawęda:
Sekretne zioło Marthy
Nie dawał Benowi spokoju za każdym razem, kiedy ten wchodził do kuchni. Ów
maleńki metalowy pojemnik, stojący na półce nad piecem. Pewnie wcale nie
zawracałby sobie nim głowy, może nawet w ogóle by go nie zauważył, gdyby
Martha nie powtarzała mu wciąż, aby go nigdy nie dotykał. Powiadała, ze
znajduje się w nim pewne "sekretne zioło", które dostała od swojej matki.
Obawiała się, ze gdyby Ben lub ktokolwiek inny wziął pudełko do rak i
zajrzał do środka, mógłby je przypadkowo upuścić i rozsypać jego cenna
zawartość, a sama nie znała sposobu, by je ponownie napełnić.
Pojemnik bynajmniej nie rzucał się w oczy. Był tak stary, ze prawie
zupełnie zaniknął już jego pierwotny czerwony i zloty roślinny ornament.
Doskonale widać było na nim i na jego szczelnej pokrywce miejsca, za które
był ciągle chwytany.
Oprócz Marthy, palce jej matki, jak również babki, zostawiły na nim swoje
ślady. Martha nie była do końca pewna, ale podejrzewała, ze nawet jej
prababka używała tego samego pudełka i jego "sekretnego zioła".
Ben wiedział tylko, ze wkrótce po tym, jak poślubił Marthe, jej matka
przyniosła pojemnik i przykazała jej, by otaczała jego zawartość
szczególna troska.
Co tez Martha pieczołowicie robiła. Ben nie widział nigdy, żeby podczas
gotowania jakiejkolwiek potrawy zapomniała zdjąć pojemniczek z polki i
posypać składniki odrobina "sekretnego zioła". Dodawała szczyptę nawet do
tortów, placków i ciasteczek.
Cokolwiek znajdowało się w tym pudełku, z pewnością zdawało egzamin,
ponieważ Ben był świecie przekonany, ze Martha jest najlepsza kucharka na
świecie. Nie był bynajmniej odosobniony w swej opinii, bo każdy, kto tylko
posmakował jej potraw, wysławiał je pod niebiosa.
Ale dlaczego nie pozwalała mu dotknąć tego pojemniczka? Czy naprawdę
obawiała się, ze może rozsypać jego zawartość? Jak wyglądało to "sekretne
zioło"? Było tak niezwykle, ze tylko kiedy Martha okraszała nim jedzenie,
Ben nieodmiennie wyczuwał jego won. Musiała, oczywiście, używać owej
przyprawy bardzo oszczędnie, ponieważ nie sposób było ja ponownie zdobyć.
Martha zdołała wszakże jakoś nie wyczerpać zapasów przez trzydzieści lat
ich małżeństwa. W ciągu całego tego czasu, ilekroć dochodził do niego
aromat ziół, ślinka sama napływała mu do ust.
Coraz bardziej kusiło Ben, żeby choć raz zajrzeć do pudełeczka, ale nigdy
tak do końca nie żebrał się na odwagę.
Pewnego dnia Martha zachorowała. Ben zawiózł ja do szpitala, gdzie musiała
pozostać na noc. Po powrocie dom wydawał mu się przygnębiająco pusty.
Martha nigdy przedtem na tak długo go nie opuszczała. Kiedy zbliżała się
pora kolacji, nie bardzo wiedział, co ma począć - jego żona gotowała tak
wyśmienicie, ze sam nie musiał się tego uczyć.
Gdy wreszcie zabłąkał się do kuchni, żeby zobaczyć, co tez może być w
lodówce, od razu rzucił mu się w oczy pojemnik. Przyciągał go niczym
magnes - rozejrzał się niepewnie dokoła, ale ciekawość nie dawała mu
spokoju. Przynaglała go.
Cóż mogło znajdować się w tym pudełku? Niby dlaczego miął go nie dotykać?
Jak wyglądało to "sekretne zioło"? Ile go jeszcze pozostało?
Ben ponownie objął spojrzeniem otoczenie i podniósł pokrywkę olbrzymiej
tortownicy, która stała na stole. Ach... została ponad polowa smakowitego
wypieku Marthy. Odkroił ogromna porcje ciasta i usiadł na krześle. Zdążył
jednak wziąć tylko jeden kęs, kiedy jego wzrok znowu powędrował do
pojemnika. Cóż takiego by się stało, gdyby zerknął do środka? A w ogóle to
dlaczego Martha otaczała go taka tajemnica?
Ben wziął do ust kolejny kawał tortu i staczał ze sobą wewnętrzna walkę -
powinien czy nie powinien? Przez następne piec kęsów myślał o tym
gorączkowo, wpatrując się w pudełko. W końcu nie mógł się już dłużej
powstrzymać.
Przeszedł wolno przez kuchnie i ostrożnie zdjął pojemnik z polki. Bal się
śmiertelnie, aby przypadkiem nie rozsypać jego bezcennej zawartości.
Postawił go na stole i delikatnie podważył wieko. Nie śmiał od razu
zajrzeć do środka. Kiedy wreszcie ukazało mu się wnętrze pojemnika, oczy
rozszerzyły mu się ze zdziwienia - był pusty... z wyjątkiem maleńkiego
zwiniętego skrawka papieru na dnie.
Ben z trudem wcisnął swoja duża dłoń do pudełka, żeby wyciągnąć karteczkę.
Ujął ja za róg, wyjął i rozwinął powoli pod światłem lampy kuchennej.
Widniało na niej zaledwie parę słów, umieszczonych tam, jak to Ben
natychmiast rozpoznał, przez matkę Marthy. Było na niej po prostu
napisane: "Martho, do wszystkiego, co robisz, dodawaj odrobinę miłości".
Ben przełknął głośno kęs, odłożył notatkę, postawił pojemnik na półce i na
powrót zasiadł do tortu. Wiedział już teraz, dlaczego tak bardzo mu
smakuje.
Ps. A ja lubię łąmać wszelkie stereotypy.
Więcej już nie pragnę...
komentarze [0]Razem jest lepiej ... >> wtorek, 19 sierpnia 2008 11:56:21
Biegaliśmy codziennie, lecz to było coś innego. Ociekaliśmy potem od chwil, gdy wyskoczyliśmy z łóżek jeszcze przed świtem, lecz teraz wilgoć sączyła się wszystkimi porami. Był to etap treningu fizycznego w szkole komandosów Stanów Zjednoczonych; oczywiście spodziewaliśmy się wysiłku. Nawet wyczerpania. Jednak to nie był poranny bieg w podkoszulkach. Biegliśmy w mundurach polowych. Jak zwykle rozkaz brzmiał: - Wyruszacie razem, trzymacie się razem, działacie jak jeden i wchodzicie razem. Jeślibyście nie mieli wejść razem, wcale nie zawracajcie sobie głowy wchodzeniem! Podczas drogi mój umysł poprzez mgłę bólu, pragnienia i zmęczenia zarejestrował coś dziwnego w naszym szyku. Zauważyłem, że dwa rzędy przede mną jeden z chłopaków wypadł z rytmu. Duży, kościsty rudzielec o nazwisku Sanderson. Jego nogi pracowały, lecz nie w takt pozostałych. Następnie jego głowa zaczęła chwiać się z boku na bok. Ten chłopak walczył. Był bliski przegranej. Nie tracąc kroku, komandos po prawej stronie Sandersona sięgnął po karabin wyczerpanego człowieka. Teraz był objuczony dwoma karabinami. Swoim i Sandersona. Jeszcze przez jakiś czas rudzielec trzymał się dzielnie. Lecz potem, podczas gdy pluton wciąż się posuwał, jego szczęka opadła, oczy stały się szkliste, a nogi pracowały jak tłoki. Wkrótce jego głowa znów zaczęła się kołysać. Tym razem komandos po lewej stronie sięgnął, zdjął hełm Sandersona, wetknął sobie pod ramię i biegł dalej. Każdy system jest dobry. Wzdłuż polnej drogi słychać było zgodny, mocny tupot naszych butów. Bum - bum - bum. Sanderson cierpiał. Naprawdę cierpiał. Biegł coraz bardziej pochylony, prawie padając. Lecz dwóch żołnierzy, którzy byli za nim, podźwignęło tornister z jego pleców, każdy chwytając wolną ręką za rzemienie ramiączek. Sanderson zebrał pozostałe siły i wyprostował ramiona. Pluton kontynuował bieg. Całą drogę do linii mety. Wyszliśmy razem i powróciliśmy razem. A każdy z nas zyskał dzięki temu nowe siły. Razem jest lepiej.
Stu Weber.
Rozumiesz jak ważny jest drugi człowiek ?
"Każdy z nas jest aniołem z jednym skrzydłem, możemy latać, tylko obejmując się nawzajem."
Luciano de Crescenzo
... i właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka! Dlatego tak bardzo potrzebujemy Ciebie! I Ty, choć może nie jesteś tego do końca świadoma/y, potrzebyjesz nas. Będąc razem możemy wznieść się naprawdę wysoko ponad szarą rzeczywistość. Wspólnie jesteśmy w stanie zrobić o wiele więcej niż sobie wyobrażasz.
komentarze [0]To wszystko co, cenniejsze jest niż skarb. >> niedziela, 17 sierpnia 2008 17:36:42
Do notki poniższej i komentarzy do niej:
Deklaracje, ciągle tylko deklaracje. Puste słowa bez pokrycia. Ciągle pojawia się ktoś kto według siebie ma jak najlepsze intencje, chce niby pomóc i być ...
A tak naprawdę kiedy przychodzi co do czego zapomina o nas i o swych obietnicach. I tak naprawdę nie zdając sobie z tego sprawy jeszcze pogłębia cierpienie. Bo czy nie dodaje cierpienia czyjaś niespełniona obietnica ? Jakże skomplikowany jest świat, jakże skomplikowani są ludzie. Bywa - można by powiedzieć. Owszem bywa - szkoda, że dziś na świecie można spotkać tylu fałszywych ludzi.
zmęczony życiem: Zgadza się takich ludzi (towarzyszy cierpienia) jest nie wielu, a czasami, baa często, mam wrażenie, że nie ma ich w ogóle. Czas - chyba największy wróg człowieka. Albo nam go brak dla innych, albo jest go tak dużo, że nie potrafimy go spożytkować, dlaczego nigdy nie ma go tak akurat, w sam raz ? Gdzie są ludzie ? Zajmują się własnymi sprawami lub poświęcają czas tym najbliższym, najważniejszym.
pełen życiowej energii: Wątpię czy są tuż obok nas. Gdyby tak było sami z siebie wykazywali by nieco inicjatywy nie czekając na drugiego człowieka. Ja w swym życiu zbyt dużo właśnie tej inicjatywy wykazywałam dlatego już tego zaprzestałam. Dlatego przestałam kontaktować się z ludźmi, a wręcz pozrywałam z wieloma osobami kontakty. Przestałam się starać, doszłam do wniosku iż to i tak nie ma sensu. Być może jestem ślepa ale nie potrafię dostrzec takich osób. Bynajmniej nie widzę by ktoś wychodził z inicjatywą jakąkolwiek.
Beznadzieja, może i słabo szukam, może ich nie widzę. Ale nie jest to na pewno moją wolą dlatego może ktoś powinien mi pomóc do dostrzec ?
Tak jak już wspomniałam w komentarzu pod wcześniejszą notką chciałabym poznać waszą tożsamość. Jeśli nie tutaj, to na gg, mailem (nr gg oraz adres mailowy podane są na dole menu po prawej stronie), albo osobiście.
____________________________________________
A teraz nieco z innej beczki: Ideały.
Co kryje się pod powyższym pojęciem ? Myślę iż to słowo może mieć wiele ukrytych znaczeń. Słowo to możemy np. odnaleźć w matematyce.
`Nie chodzi o to, byśmy osiągnęli nasze najwyższe ideały, lecz o to, aby były one naprawdę wysokie.`
Robert Baden Powell
Właśnie - czym są dla nas ideały ? Czymś co chcemy, próbujemy, pragniemy osiągać. Ale czy my tak naprawdę staramy się osiągać to cele które sobie wyznaczyliśmy ? W życiu wszystko jest możliwe wystarczy tylko za wszelką cenę dążyć do ideałów (nie koniecznie po trupach) no i trzeba wierzyć, bez wiary niestety się nie obejdzie.
Dlatego więc walczmy, o to czego pragniemy by zdobyć ten ideał :) .
Ale z drugiej strony czy ideały w ogóle istnieją ?
Czy jest idealny mężczyzna, idealna kobieta, idealna praca, idealne życie ?
Cóż kwestia sporna - sam/a się zastanów :)
komentarze [3]Walcz(ę) cały czas. >> piątek, 1 sierpnia 2008 14:27:31
A może by tak zamknąć się w sobie (marny trud). Przestać rozmawiać, spotykać się z ludźmi. Czy to nie wiązałoby się z końcem zmartwień, łez ?
Cóż mimo całej tej nienawiści do ludzi chciałabym aby znalazł sie ktoś kto chociaż na chwilę pomógłby mi się wyrwać, zapomnieć o otaczającej mnie beznadziejności, smutku i cierpień. By dopomógł znaleźć się gdzieś dalej niż w jednym zadymionym, głośnym mieście i kto by był ze mną. Tak po prostu był.
Ach marzenie - cóż przekonuję się, że marzenia związane z innymi ludźmi nie są do spełnienia.
komentarze [5]`Opusci Cie nagle, uderzy, ufałes mu tak ...` >> czwartek, 31 lipica 2008 16:00:45
Nienawidzę Was.
Nienawidzę ludzi, wszystkich ... bez wyjątku.
Gdy widzę kogokolwiek z Was mam ochotę napluć Wam w Twarz.
Mam ochotę krzyczeć, tupać i płakać....
Płakać z bezsilności.
Już brak mi sił, brak sił by walczyc o cokolwiek.
O zaufanie, zrozumienie ...
Nie mogę ... :(
Zniechęcona życiem.komentarze [3]`Nie będę sie skarżyć, bo nikt skarg nie słucha - zaśpiewam. ` >> poniedziałek, 14 lipica 2008 21:15:35
Jakże ludzka obojętność potrafi poruszyć ? Jakże raniące potrafią być czyjeś słowa, a czasem jeszcze bardziej rani brak jakichkolwiek słów. Ile słów, nie przemyślanych, słów, gwałtownych słów potrafi człowiek wypowiedzieć pod wpływem chwili ? Mam mętlik w głowie. Co za dzień. Ogromna mieszanka uśmiechu + jeszcze więcej łez + dużo słów + nie mała dawka alkoholu i ktoś kto w takim momencie powie dobre słowo. Ach jak dobrze, że jeszcze są tacy ludzie na świecie :). Dziękuję tym nie licznym którzy są i mam nadzieje, że będą nadal :)
Krótko bo krotko. Ale po co więcej słów. To co chciałam by się tu znalazło - znalazło się. Moim celem nie jest natłok słów, a przekaz ktory chcialam by w tych kilku słowach się znalazł. Finito.
` Nie będę się skarżył
Bo nikt skarg nie słucha
Nie będę się skarżył
Zaśpiewam
Pieśń dotrze wszędzie
Każdy mur rozkruszy
Echem dosięgnie
Najdalszych stron świata
Dotrze w najgłębsze
Zakamarki duszy
Zaśpiewam o tym
Co jest sercu bliskie
O tym co łzy
Do oczu ciśnie
Wyśpiewam wszystkie
Skargi i żale
I głos mój nigdy
Nie umilknie`
Indios Bravos - Pieśń
komentarze [0]Wakacje Part.1 >> poniedziałek, 30 czerwca 2008 17:09:45
Pierwsza część wakacji już za mną :)
A gdzież to byłam ?
Toruń + Trójmiasto :)
Zapraszam do oglądania zdjęć.
Miłych wakacji :)
komentarze [0]Niesprawidliwość.! >> piątek, 9 maja 2008 17:24:04
Staram się uszczęsliwiać kogoś na kim wydaje mi się, że bardzo mi zależy, nawet kosztem siebie. Sprawiam, że ktoś staje się szczęsliwszy, a ja cierpię. Ale mimo wszystko cieszę się ze szczęścia tej osoby. Szczęście bliskiej mi osoby sprawia mi radość, a także i smutek. Czy właśnie na tym polega prawdziwe uczucie ? Jeśli tak, to nie chcę mieć dobrego serca, chcę stać się nieczuła. Niestety, nie da się.
Ps: Jutro koncert Comy. Albo prześpie ten dzień, tak jak i kilka ostatnich, albo pójdę sama nie chcę nikomu sprawiać ciężaru.
komentarze [1]... >> niedziela, 20 kwietnia 2008 12:08:29
Być jak ptak.
Ulecieć daleko w przestworza
Na swych skrzydłach
Tak delikatnych ale tak silnych
wzlecieć wysoko ponad chmury
i nie spaść ...
Ja chyba naprawdę cierpię na wiosenna depresją. Hmm ... ale czy wogóle to co za oknami mamy można nazwać wiosną :( ? Kurde doszłam do wniosku, że albo się trochę zamknęłam w sobie albo przestałam ufać innym. Tak jak kiedyś bylo wielu ludzi z którmi potrafiłam rozmawiać o sobie , a teraz nikogo. I jeszcze jedno dlaczego jedni chociaż są skurwysynami mają lepiej od innych. Dlaczego życie jest aż tak niesprawiedliwe i innym dajw dużo a innym nić lub wręcz jeszze daje ale to wszytsko co najgorsze ? Czyżby w życiu trzeba było być takim skurwysynem właśnie ? ;/
komentarze [0]Weź miłość mą. >> czwartek, 17 kwietnia 2008 18:16:07
Przygnębiający jest fakt, że się czlowiek martwi, interesuje się, a ktoś kogo to dotyczy zbywa tą osobę w redny sposób albo oleje calkowicie. Kurde skoro tak to ja chyba powinnam przestać się interesować ludźmi w jakikolwiek sposób olewać to co dzieje się w ich życiu etc. Teraz ja zacznę mieć do was olewczy stosunek, a co się będę skoro sami tego chcecie ale nie zdajecie sobie sprawy jak to boli kogos komu na was zależy. Potrzebuję wosny, nie moge odnaleźć się w takiej pogodzie.
Koniec finito.
Muzycznie nastrojona + uPozytywniona spacerkiem :]
komentarze [1] Blog by
Okoń